Paul Trilby drzemie na ławeczce i śni o chmurach. Ten sen mógł trwać całe popołudnie albo zaledwie kilka minut, w każdym razie kończy się gwałtownie, gdy na małą wysepkę przybywa gracz. Najdziwniejszą rzeczą tam jest wielgachna ryba, nieśpiesznie dziobana przez mewę, ale to dopiero początek osobliwych scenerii i zdarzeń. Paul wyjmuje ze skrzynki pocztowej list o treści wzywającej do działania. Detektyw w ciemnozielonym meloniku jest potrzebny dr Susie, aby pomógł jej w zaprzestaniu haniebnych praktyk stosowanych przez lokalny szpital psychiatryczny.
Sęk w tym, że Paul nie może tak zwyczajnie przedostać się do placówki medycznej i interweniować, ponieważ jest ona oddzielona wysokim murem od pierwszej części wyspy (innej od tej, gdzie rozpoczyna się gra), chroniona przez czujnego strażnika i jeszcze jedno ogrodzenie bezpośrednio okalające teren szpitala. W zasadzie akcja w tej wątpliwej jakości placówce jest ostatnim aktem rozgrywki i stanowi finał wszystkich poprzednich działań detektywa. A czegóż on nie musi zrobić... Przed nim niesamowita i surrealistyczna przygoda wypełniona ciekawymi łamigłówkami i puzzlami.
Już na samym początku dowiadujemy się od jednej z postaci pobocznych, że po obu stronach muru żyją osoby chore psychicznie, ale szpital jest w stanie im pomóc. To skłania do namysłu, kim właściwie jest Paul Trilby. Czy sam należy do tej grupy ludzi, czy znalazł się na wyspie przez wzgląd na swoją profesję i tylko dlatego zwrócono się do niego z prośbą o pomoc? Można się domyślać, jaką rolę pełni szpital w miejscu, w którym nie ma żadnej innej instytucji zdrowia ani urzędu, a nadużycia wobec pacjentów sprawiają, że na wysepce powstaje mały ruch oporu, którego częścią wkrótce stanie się główny bohater.
Chociaż tematyka produkcji nie jest najlżejsza, motyw zaburzeń psychicznych nie jest przedstawiony w sposób napastliwy, nie usiłuje przygnębić odbiorcy i zdecydowanie wtapia się w osobliwy klimat wyspy oraz jej mieszkańców. Jedyna refleksja, jaka mi towarzyszyła po ukończeniu Follow the Meaning, to taka związana z losami Paula, a nie z chorobami psychicznymi jako takimi.
Follow the Meaning to gra z gatunku point and click. Postać detektywa pojawia się przy obiektach, z którymi można wejść w jakąś interakcję, co oznacza, że swobodne (choć klikane) spacerki po wyspie nie wchodzą w rachubę. Produkcja umożliwia podświetlanie aktywnych punktów, co może ucieszyć graczy, którzy nie przepadają za klikaniem w losowe miejsca z nadzieją, że coś odkryją. Jednak ze względu na niewielką objętość tej przygody, osobiście polecałabym samodzielne poszukiwania przedmiotów do podniesienia i lokalizacji do odwiedzenia. Czasami, przy kimś albo przy czymś, pojawi się dymek z rzeczą potrzebną do popchnięcia historii naprzód. Te drobne interakcje tworzą ze sobą nierozerwalny ciąg zdarzeń i nie mogą w żaden sposób zostać pominięte. Jedynym zadaniem opcjonalnym, na dodatek testującym spostrzegawczość, jest pomoc w odnalezieniu ośmiu zaginionych kotów baraszkujących w różnych częściach wyspy.
W Follow the Meaning nie ma standardowego systemu podpowiedzi zawierających rozwiązania krok po kroku. Za to jest dużo podpowiedzi wizualnych, zaprojektowanych wewnątrz rozgrywki. Przykładem jednej z nich niech będzie ilustracja zamieszczona obok planszy z interaktywnymi przyciskami. Na obrazku umieszczonym po lewej stronie widoczne jest wieczorne ognisko z obłoczkami czarnego dymu o różnej szerokości. Z kolei gracz musi dopasować szerokość bloczków wyświetlanych pośrodku. Ich liczba zgadza się z liczbą dymków zawieszonych nad ogniskiem, a obrys piramidki, w której są zamknięte, też jest zwieńczony ikoną ognia. Jest tylko jedna istotna rzecz, na jaką musi wpaść odbiorca, aby poprawnie dopasować rozmiary bloczków, ale... może nie będę jej zdradzać, co?
Łamigłówki i puzzle bywają łatwe, bywają też średnio trudne, ale każdy powinien sobie poradzić z większością z nich śpiewająco i bez poszukiwania gotowych rozwiązań. W dodatku wszystkie interakcje są bardzo przyjemne ze względu na ręcznie rysowaną oprawę graficzną, ciepło kojarzącą się ze starymi bajkami albo książkami ilustrowanymi dla dzieci. Ten miły dla oka styl dopełniają ciekawe, celowo spowolnione animacje, a także udźwiękowienie adekwatne do otoczenia i bieżących zdarzeń. Gra jest dopracowana pod tym względem i wprowadza aurę tajemnicy przerywnikami filmowymi oraz efektem zakłóceń pojawiających się w towarzystwie trójokich istot. Jest tutaj dużo surrealnych smaczków, jakich nie sposób nie docenić.
Za wykonanie Follow the Meaning odpowiadają bracia Marcin i Jakub Malinowscy z HiKing Mind Studio. Ci mali polscy twórcy przy wsparciu wydawcy (Second Maze, firmy należącej do Rusty Lake) przetłumaczyli swoje dzieło na ponad 20 języków. Warto wesprzeć Polaków, zwłaszcza że gra jest tania (choć krótka, bo wystarcza zaledwie na półtorej godziny) i zawiera w sobie kilka sekretów oraz możliwych zakończeń, które potencjalnie zachęcą odbiorcę do kilkukrotnego ukończenia przygody. Podążaj za znaczeniem i baw się dobrze.
Surrealistyczna gra przygodowa point & click, w której gracz pozna Paula Trilby'ego. Detektyw musi przedostać się do szpitala psychiatrycznego położonego na wyspie pełnej osobliwych mieszkańców.
Producent: HiKing Mind Studio
Wydawca: Second Maze
Rok: 2024
Regularna cena (Steam): 22,99 zł
Ocena (Steam): bardzo pozytywna (+670 recenzji)
7/10
Follow the Meaning nie będzie najlepszym wyborem dla osób, które w grach (ogółem lub w gatunku point & click) szukają wyzwania i im trudniej, tym lepiej. Ta polska produkcja jest idealna do połknięcia w jednym kęsie i przede wszystkim oferuje przyjemne - wizualnie - łamigłówki oraz puzzle. Polubiłam tę osobliwą wysepkę oraz Paula Trilby'ego. I te zaginione koty.
Jeśli piszesz o grach i masz chęć wspólnie coś stworzyć lub jesteś niezależnym twórcą gier i chcesz, aby dowiedziało się o niej jak najwięcej osób, napisz na adres: narwana.games@gmail.com
© Narwana Games 2025