Tegoroczny harmonogram wydarzeń na Steam otworzyły kryminalne zagadki za sprawą Festiwalu Detektywistycznego, który odbył się w dniach 12-19 stycznia. Poza tym, że niektóre rewelacyjne produkcje, jak Disco Elysium, Return of the Obra Dinn czy Strange Horticulture otrzymały zniżki, wielu małych twórców dostało szansę na pokazanie światu, nad czym pracują i zaoferowanie wersji demonstracyjnej.
Początkowo nie planowałam bliżej przyglądać się, jakie nadchodzące gry promuje Festiwal Detektywistyczny, ale spojrzałam na listę z ciekawości i szybko przepadłam - ileż tam było intrygująco zapowiadających się historii i niezwykłych stylów graficznych! Czasu realnie wystarczyło mi na przetestowanie jedynie 10 tytułów, ale znalazłam pośród nich aż 7 perełek, o których warto skrobnąć jeden bądź dwa dłuższe akapity. Zapnijcie pasy, bo być może za moment dodacie coś do listy życzeń!
Urocze i antropomorficzne starsze panie, które parają się rozwiązywaniem spraw - nierzadko takich wypatrzonych przez okna swoich domostw. Oto stowarzyszenie dla babć - samozwańczych detektywów - badających tajemnice z sąsiedztwa i dysponujące pełnym wachlarzem narzędzi, sprytnie wplecionych w rozgrywkę. Na początku wersji demonstracyjnej poznajemy mysz Madeleine, która z czułością wspomina swoje życie wypełnione podróżami, pracą i przyjęciami. Jako samotna pani na emeryturze, Madeleine doskonale wie, jak zapełnić dłużące się dni - z wielką uwagą obserwuje znacznie młodsze od siebie osoby, fotografuje i zapisuje na ich temat notatki. Chociaż hobby to może się wydać lekko niepokojące, pewnego razu Madeleine, wyglądając przez okno kamieniczki, dostrzega coś budzącego alarm. W momencie zdarzenia, późną porą, chwilowo nieoświetloną ulicę naprzeciwko zalewają egipskie ciemności, ale Madeleine jest w stanie odtworzyć czas poprzedzający incydent i powiązać z nim postacie wówczas obecne na chodniku.
Gracz posiada do dyspozycji liczne narzędzia i do tych podstawowych można zaliczyć tablicę korkową, służącą do identyfikowania i tworzenia powiązań pomiędzy podejrzanymi osobami, a także aparat fotograficzny. Czymś zdecydowanie ciekawszym jest mechanizm przewijania czasu, będąc w podglądzie ulicy. Sceneria dostępna w demo obejmuje zakres godzinowy od 18 do 23 (w rzeczywistości trwa on parę minut) i pozwala na dokładne prześledzenie wydarzeń, gdyż jest wzbogacona o animowane postacie, które knują, rozmawiają ze sobą i wyrażają emocje (najpierw odczytujemy mowę ciała, a później możemy zastosować podsłuch). Jest też krzyżówka, której motyw ładnie wpisuje się w tę "babciową" otoczkę - wpisane w niej słowa można wykorzystywać na wyżej wspomnianej tablicy powiązań, z kolei poziom trudności opisów można zmieniać (rozwiązanie jest zachowane, ale treść opisu staje się prostsza w odbiorze).
Rozgrywka z pewnością nie nudzi, ale wymaga częstych powrotów do każdej z dostępnych zakładek. Madeleine w nagrodę za rozwiązanie sprawy kradzieży otrzymuje zaproszenie do tytułowego stowarzyszenia - jej podwójne życie właśnie się zaczyna. Pełna wersja The Granny Detective Society ukaże się w tym roku.
Stylistycznie produkcja ta przypomina serię Duck Detective, w której postacie są "naklejkowe", sylwetki okalają białe obrysy, a kołysanie się na boki pozoruje chód. Jednakże rozwiązywanie sprawy wygląda inaczej i jest podzielone na kilka etapów obejmujących rozmowy z tymi samymi świadkami w kluczowych miejscach. Nie jest istotne to, jak nazywają się bohaterowie poboczni (ba, nawet detektyw to po prostu detektyw), ale jaką rolę pełnili w trakcie zdarzenia, w tym wypadku zabójstwa muzyka. Dlatego pośród podejrzanych mamy menadżera, fankę zespołu oraz perkusistę.
Inaczej niż w Duck Detective, przesłuchując podejrzanych, nie możemy dokładnie prześledzić dialogu i wyciągnąć z niego jakichś słów kluczowych - rozmowa jest przedstawiona w formie obrazkowej, a wniosek pojawia się w panelu wskazówek, według których następnie uzupełniamy puste pola wyświetlające się przy postaciach. Wnioski są bardzo rzeczowe, przykładowo: "Podejrzany, który rozmawiał, posiadał notatnik i nie przebywał na parkiecie", "Menadżer nie grał na instrumencie". Poprawnie wykorzystana wskazówka zostaje oznaczona kolorem zielonym i haczykiem, a prawidłowe uzupełnienie całego arkusza prowadzi do kolejnego etapu. Ukrytych tropów można szukać również w otoczeniu, wchodząc w interakcje z wyróżniającymi się obiektami. Sprawa ukazana w wersji demonstracyjnej, pierwsza sprawa głównego bohatera w roli detektywa, nie należała do trudnych, ale podsyciła apetyt na więcej. Data premiery Case Solved: The London Files jest zaplanowana na drugi kwartał tego roku.
City of Voices to mniej mroczne, za to bardziej młodzieżowe The Case of the Golden Idol. Postacie są zapętlone w krótkich animacjach, a gracz bada tropy i zdobywa hasła, sprawdzając, co kryje się pod rozmieszczonymi tu i ówdzie zielonymi znacznikami. Z podstawowej scenerii możemy przejść do innej lokalizacji albo bliżej zbadać zawartość plecaka, "wchodząc" w głąb niego i otwierając oznaczone przedmioty. Wielopoziomowa, czy raczej "warstwowa" eksploracja to mechanizm, który doskonale sprawdza się w produkcjach nastawionych na zbieranie dowodów, łączenie faktów i nieograniczoną czasowo rozgrywkę.
W City of Voices poznajemy nastoletnią Rosie Ramsbottom, która jest wyśmiewana przez rówieśnice za to, że zamiast makijażem i młodzieżowymi pisemkami interesuje się fantastyką dla nieco młodszych od siebie odbiorców. W pierwszym rozdziale zaprezentowanym w demo, typowo rozgrzewkowym, Rosie leży w błocie, w tle naigrywają się złośliwe dziewczęta, a gracz musi odkryć i uzupełnić dane: imiona, nazwiska oraz dlaczego główna bohaterka upadła. Strona graficzna jest bardzo dopracowana i duże piksele nie przeszkodziły twórcom w sprytnym zaprojektowaniu i osadzeniu wizualnych wskazówek. W następnych scenach Rosie wybiera się na obóz dla dziewczyn, na którym jej mama jest opiekunką grupy - na miejscu dochodzi do bardzo przykrej sytuacji i Rosie zostaje jeszcze bardziej upokorzona.
Wbrew pozorom City of Voices nie będzie opowieścią obyczajową - w pełnej wersji gry młodociana protagonistka przeniesie się w czasie do starożytnego miasta Majów. Niestety data premiery pełnej wersji gry, chociażby orientacyjna, nie została jeszcze podana.
Tym razem w roli wydawcy studio Devcats przedstawia światu czarno-białą historię utrzymaną w klimacie noir - nadal związaną z kotami, ale zupełnie inną niż dotychczas. W wersji demonstracyjnej poznajemy nieokrzesanego detektywa, który nieoczekiwanie musi rozwiązać sprawę własnego zapominalstwa. Bohater nie pamięta hasła do komputera, to znaczy coś mu świta, że mógł je zmienić, ale nie bardzo wie, gdzie umieścił kartkę z zapisanym ciągiem znaków. To sytuacja poważna (dla detektywa), a jednocześnie zabawna i lekka w odbiorze - widać jak na dłoni, iż demo ma na celu jedynie zapoznanie odbiorcy z mechanikami. Przyznam, że na początku nie potrafiłam odnaleźć się w sterowaniu - nie jest to gra wskaż i kliknij i do każdej czynności jest przypisany klawisz. Nie ma ich dużo, lecz program niewystarczająco pokazuje i tłumaczy akcje. Zupełnie przypadkowo odkryłam możliwość obracania gabinetu detektywa!
Feline Forensics też korzysta z tablicy korkowej, ale mniej wygodnej dla odbiorcy - przypięte do niej notatki aktualizują się automatycznie i poza jego kontrolą, do tego nie można ich przesuwać. W roli ekwipunku wprowadzono gablotki zamykane na klucz, gdzie znajdują się odkryte dowody: dokumenty, rachunki i inne obiekty. Jest też dziennik zdarzeń ułożonych chronologicznie oraz dziennik, w którym dokonywana jest dedukcja - akapity podsumowujące przebieg zdarzeń muszą zostać wypełnione właściwymi słowami (co, znów przez sterowanie klawiaturą, nie jest najwygodniejsze). Całość zapowiada się nie najgorzej - szybko polubiłam mało rozgarniętego detektywa i chętnie dowiem się, co wydarzyło się w tytułowym muzeum. Premiera jest przewidziana na pierwszy kwartał br.
W dniu swoich 14. urodzin Frieda nie może uwierzyć w to, że jej rodzice usiłują zachować pozory normalności wspólnym świętowaniem przy torcie. Na czole nastolatki wyrasta ogromny pryszcz - ostateczny dowód dojrzewania jest niczym w porównaniu z największym zmartwieniem, jakiego Frieda doświadcza - jej siostra Amelie po prostu "wzięła i zniknęła", i najwyraźniej nikt nie poszukuje zaginionej dziewczyny. W króciutkim demo można bez problemu wyczuć napięcie na linii Frieda - rodzice (obojętni czy powściągliwi dla dobra drugiego dziecka?), które doprowadzi bohaterkę do podjęcia decyzji o wszczęciu samodzielnego śledztwa w sprawie Amelie.
Na uwagę zasługuje odręcznie ilustrowana grafika: mocna, z wieloma komiksowymi wstawkami, niezwykle trafnie dopasowana do świata zaprezentowanego w tytule. Mrocznego, fantazyjnego, nieco grobowego - jak w "Rodzinie Addamsów" - i wypełnionego nietypowymi mieszkańcami. Ciekawie wyglądają dialogi - opcje są wpisane w grubaśne strzałki - lekko wygięte, zakręcone, kanciaste. Tę wybraną należy dłużej przytrzymać, wówczas strzałka wypełnia się kolorem i pojawiają się na niej uzupełniające teksty. Jeśli nagle poczujemy, że to nie to, wystarczy puścić przycisk i spróbować szczęścia z drugą opcją. Wizualnie oraz na poziomie emocjonalnym jest to zabieg efektowny. Na pełne przygody Friedy najpewniej przyjdzie nam jeszcze poczekać.
Ring of Fire, czyli pierścień ognia, kokietuje nie skromną oprawą wizualną, a intrygującą wizją przyszłości oraz naleciałościami jakościowego kryminału. Akcja rozgrywa się w latach 60. XXI wieku, kiedy większość ludzi dba o anonimowość, kamuflując się za zwierzęcymi obliczami. Maski nie są byle jakie, bo każda z nich jest odpowiednio zarejestrowana na swojego właściciela. Ten trend wyraźnie irytuje panią detektyw Grosvenor - starą wygę, która zjadła zęby na śledztwach kryminalnych podczas wieloletniej kariery. Jej partner, znacznie młodszy od niej detektyw Nacir, również ukrywa twarz pod czymś, co przypomina pysk dzikiego psa afrykańskiego. Para, przydzielona do nowej sprawy, nawet nie zna adresu miejsca zbrodni. Na prośbę Grosvenor, aby wyciągnął go z bazy danych, Nacir odpowiada, że nie ma do tego wystarczających uprawnień, za to dysponuje ID zdarzenia. Ciąg znaków należy wklepać w policyjną wyszukiwarkę, a wypluty przez nią adres - w GPS. To dwa kluczowe narzędzia, które będą pomagać odbiorcy z popychaniu śledztwa naprzód. Najpierw trzeba zebrać wszystkie poszlaki, porozmawiać ze wszystkimi zainteresowanymi, a następnie samodzielnie zadecydować o tym, co wprowadzić w bazę danych i dokąd pojechać.
Dość minimalistycznie zaprojektowano dialogi. Nie jest to nawet forma powieści wizualnej, a prostego komunikatora. Odwiedzając żonę ofiary lub bar, do którego miała się udać poprzedniego wieczoru, w rzeczywistości nie opuszczamy jej mieszkania. Mogłoby to zostać dopracowane, żeby lepiej oddziaływać na wyobraźnię odbiorcy. Za to w roli detektyw Grosvenor możemy podchodzić do swoich rozmówców z empatią lub całkowicie oschle, nie szczędząc mocnych szczegółów. Gra powstaje co najmniej od 2019 roku, a czy finalnie doczeka się premiery? Trzymam za to kciuki.
Porzućmy rolę detektywa, bo w Death at Fleming Manor wcielimy się w koronera, nowego w angielskim hrabstwie Buckinghamshire. Edgar Whitmore udaje się na miejsce wypadku samochodowego, w którym śmierć poniosła młoda kobieta, a mężczyzna jadący na rowerze - najpewniej doszło tam do straszliwej kolizji - jest ciężko ranny i nie czuje swojego ciała. Otwierającą sprawę uzupełnia tło narracyjne związane z Sophią Fleming - poważaną lekarką i założycielką domu rekonwalescencji w Cedarvale. To tam Edgar Whitmore uda się w pełnej wersji gry, ale zanim to nastąpi, jest wypadek i są dwa raporty do uzupełnienia. Badanie miejsca zdarzenia przypomina mechanizm przytoczony przy okazji omawiania City of Voices, za to dziennik dedukcji detektywa jest tutaj wymieniony na kartę denata (lub osoby rannej). Uzupełnić należy podstawowe dane o ofierze, a także przyczynę zgonu lub rodzaj obrażeń. Nie sprawdzamy ciała jak podczas sekcji, ale dysponujemy solidnym podręcznikiem wprowadzającym w tajniki paraliżu, grup krwi czy obrażeń głowy. Klimatem Death at Fleming Manor przypomina serię gier Rusty Lake lub, ponownie, The Case of the Golden Idol. Premiera pełnej wersji jest przewidywana na ten rok.
Na tym zamykam teczkę spraw z Festiwalu Detektywistycznego Steam. Dajcie znać, które z tych dem trafią na wasze listy obserwowanych.
Poradniki tworzę z przyjemnością i wielką starannością. Właściwie chciałabym tworzyć ich jeszcze więcej. Te, które wykonałam w przeciągu kilku ostatnich lat, są dostępne na Steam dla gier z serii Life is Strange i następujących tytułów: Florence, Tell Me Why, The Walking Dead: The Final Season.
Jeśli piszesz o grach i masz chęć wspólnie coś stworzyć lub jesteś niezależnym twórcą gier i chcesz, aby dowiedziało się o niej jak najwięcej osób, napisz na adres:
narwana.games@gmail.com
© Narwana Games 2026